Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekomendacja marki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekomendacja marki. Pokaż wszystkie posty
Wygładzenie ust z MaxFactor?

czerwca 15, 2026

Wygładzenie ust z MaxFactor?

 


Czemu nie? I to w 4 kolorach. Jeśli chcesz uzyskać najmodniejszy efekt sezonu  - BLUR - to nie możesz po prostu minąć tej pomadki. Ja swoją sztukę znalazłam w pudełku Pure Beauty i dzięki temu mogę się z Tobą podzielić moją opinią na jej temat. Ostatnio jak ból po kościach chodziła za mną pomadka, która by wygładziła moje usta, nie kruszyła się na nich i nie kleiła warg ze sobą (kto lubi ten efekt? Chyba nikt). Jak z nieba spadła mi Mellow Blur i to w moim ukochany odcieniu.

JAK DZIAŁA?

❤︎ Natychmiast tworzy efekt „blur”, optycznie wygładzając usta.
❤︎ Pozwala stopniować intensywność makijażu - od subtelnego po wyrazisty.
❤︎ Delikatnie matowe pigmenty podkreślają kształt ust i nadają im pełniejszy wygląd.
❤︎ Zapewnia równomierne krycie bez smug i nierówności.


Jak to z nią jest naprawdę? Czy faktycznie wygładza usta i dodaje im pełności? 

Moje pierwsze wrażenia były dość mieszane, jakoś mi z nią było nieporęcznie, ale to dlatego, że jestem przyzwyczajona do pędzelków, a tu chciałam wypróbować jej możliwości bez dodatkowego osprzętu. Na szczęście zawsze mogę ją nakładać pędzelkiem, bo sama w sobie jest na maxa niewygodna w aplikacji!

Powalczyłam z nią jednak do końca, zaskoczył mnie jej zapach, taki kremowy (smak niestety też jest kremowy), cały czas odkrywałam jeden plus i jeden minus podczas używania jej. Rozprowadza się ją bardzo dobrze, jest delikatna i na maksa aksamitna. Moje usta faktycznie zyskały nową gładkość i wygładzenie (w dotyku).

Kolor jest dość intensywny ale nie taki jak produkt w opakowaniu, na ustach prezentuje się nie tylko o kilka odcieni jaśniej, ale też jest w zupełnie innej gamie kolorystycznej. Moje usta zamiast bordowych zrobiły się wiśniowe - mnie to nie przeszkadza, ale warto na to zwrócić uwagę.

Pierwsze 5 min przesiedziałam nie robiąc nic, po 5 min sprawdziłam czy pomadka się nie rozmazuje, okazuje się, że trzeba jej dać dłuższą chwilę na zastygnięcie. Jeśli chodzi o trwałość, jest zadowalająca.

Lubię ją ale moje uczucia do niej są wciąż mieszane, brakuje mi czegoś co by mnie przekonało w 100% do kolejnego koloru. Co do wypełnienia ust, być może jak zmieszamy kolory i stworzymy głębię to wtedy usta dostaną ten efekt, ale przy jednym kolorze, nie widzę tej cechy. Co do wygładzenia - takiego wizualnego - to niestety nie widzę efektu, pomadka wchodzi we wgłębienia ust i tworzy ciemniejsze plamy w załamaniach, potrzebna jest do niej konturówka przy tak ciemnym kolorze. 

Czy polecam? Tak i nie, tak - bo to ciekawa propozycja - nie bo ma sporo minusów - ale co ważne, minus dla mnie nie muszą być minusami dla Ciebie, więc finalnie? Spróbuj!

/Em
Mój nowy ulubieniec - AMADERM.

marca 02, 2025

Mój nowy ulubieniec - AMADERM.


W poprzednim artykule wspomniałam o nowości bell, moussie do policzków, który odnalazłam w boxie Pure Beauty, ale muszę przyznać, że w tym samym pudełku odnalazłam swojego ulubieńca numer 1. Jest nim Specjalistyczny żel do higieny intymnej marki AMADERM. 

Poniżej mała przypominajka z przeglądu pudełka:

OCZEKIWANE DZIAŁANIE: 

   🩷Wspomaga utrzymanie naturalnej mikroflory bakteryjnej i równowagi pH.
   🩷Łagodzi podrażnienia.
   🩷Zapewnia długotrwałe uczucie komfortu i świeżości.

SKŁADNIKI AKTYWNE:

   🩷Alantoina i gliceryna.
   🩷Biolin P i kwas mlekowy.
   🩷Panthenol i sok z aloesu.

SPOSÓB UŻYCIA:

Niewielką ilość żelu należy rozprowadzić na wilgotnych dłoniach i ostrożnie umyć zwilżone letnią wodą zewnętrzne, intymne części ciała (zawsze w kierunku od przodu do tyłu). Następnie obficie spłukać letnią wodą. Osuszyć delikatnie ręcznikiem, bez pocierania skóry. Stosować raz lub dwa razy dziennie.


Na powyższym zdjęciu idealnie prezentuje się konsystencja preparatu. Lekka i wodnista, taka jaką chyba wszystkie lubimy najbardziej w żelach do higieny intymnej. Nie stosuję go bardzo długo ale na moją wrażliwą skórę wystarczy kilkudniowy test żeby wiedzieć czy kosmetyk się nadaje czy nie. Ten się sprawdza idealnie. Dba o moją skórę i łagodzi podrażnienia. Mogę śmiało powiedzieć, że podtrzymuje naturalne pH skóry i wspomaga utrzymanie naturalnej flory bakteryjnej. Świetnie nawilża i oczyszcza, nie pozostawiając przy tym żadnego filmu ani tłustego, ani lepkiego. Jego ogromnym plusem jest możliwość stosowania go przez kobiety w ciąży, a wiemy na jak niewiele możemy sobie w tym czasie pozwolić. 


Wygodna buteleczka z pompką ułatwia dozowanie żelu, który jest bardzo wydajny - wystarczy jedna pompka na kąpiel. Jego zapach jest bardzo miły i delikatny, pachnie bardzo świeżo. Jestem pewna, że nie skończy się u mnie na jednej buteleczce. Zachęcam do jego wypróbowania, bo naprawdę stanowi świetną konkurencję dla np. Lactacydu, choć jeśli mam być szczera, chyba nie wrócę już do poprzednika i zostanę na dłużej z Amaderm. 

/Em
Clarena - marka wysoce ceniona przez salony kosmetyczne - stworzyła peeling idealny.

lutego 10, 2025

Clarena - marka wysoce ceniona przez salony kosmetyczne - stworzyła peeling idealny.

 


Jedną z marek, które dla mnie są topowe i idealne do mojej skóry jest marka Clarena. Znam ją od wielu lat i często sięgam po kremy i maski właśnie tej marki. Moja cera jest bardzo wrażliwa wystarczy nieco mocniej przejechać po niej palcem, a pojawi się czerwony odczyn, dlatego chętnie sięgam po delikatne pielęgnacyjne rozwiązania, przeznaczone właśnie do tego typu cery. 

W jednym z moich ukochanych pudełek Pure Beauty znalazłam peeling enzymatyczny do skóry wrażliwej, nadreaktywnej, z tendencją do atopii i alergii. Zacznę od kilku słów o samej formule i składzie peelingu, a później przedstawię swoje wrażenia i wytłumaczę dlaczego można się w nim zakochać.

Formuła peelingu jest oparta na enzymie papainy i wyciągu z wierzby, dwóch składnikach, które zapewnią dokładne oczyszczenie przy jednoczesnym zachowaniu delikatnego działania. Te dwa przemiłe składniki odblokowują również ujście gruczołów łojowych, a jeśli dołożymy do tego ekstrakty z białej lilii i ogórka z odrobiną alantoiny dostaniemy preparat łagodzący i kojący, który zminimalizuje objawy nadwrażliwości. 

Przyjrzałam się dokładnie składowi tego preparatu, bo wydaje się bardzo prosty. Dojrzałam w nim również ekstrakt z liści aloesu zwyczajnego, który pełni rolę humektantu o działaniu nawilżającym, łagodzącym i przeciwzapalnym. Potrafi również działać kondycjonująco i regenerująco na skórę bardzo suchą. Dodatkowym składnikiem nawilżającym jest zawarty w formule peelingu izomerat sacharydu i choć brzmi on bardzo chemicznie, jest to składnik pochodzenia naturalnego - roślinnego. Czytając składy produktów, często nie wiemy co tak naprawdę oznaczają te wszystkie chemiczne nazwy, dlatego rozszyfrowuję to dla Was. Kolejną świetną substancją jest lipopeptyd w skład, którego wchodzą aminokwasy argininy i tyrozyny, odpowiadające za rozluźnienie mięśni i łagodzenie ich napięcia, co prowadzi do zapobiegania tworzenia się zmarszczek. Peeling zawiera również biotynę i panthenol, a te dwa składniki każdy dobrze zna. 


Przejdę do opowiadania o samym peelingu w użyciu i efektach po jego stosowaniu. Udało mi się przetestować go bardzo dokładnie i przez dłuższy okres czasu, więc nie jest to opinia bazująca na 3 aplikacjach. 

Na początek kilka słów o opakowaniu, jest to niewielkich rozmiarów tubka, która mieści w sobie 100 ml peelingu. Jedna tubka przy stosowaniu peelingu 2 do 3 razy w tygodniu spokojnie wystarczyła mi na miesiąc ponieważ preparat jest dość wydajny. 

Sposób jego stosowania jest bardzo prosty, wystarczy kilka kropelek peelingu rozsmarować na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu i zostawić do pełnego wchłonięcia. Kolejnym krokiem jest zamoczenie dłoni w ciepłej wodzie i wmasowywanie produktu w skórę, czynność ta może trwać nawet do 5 minut, w zależności od waszej cierpliwości (tak podejrzewam). Ostatnim krokiem jest dokładne umycie twarzy. Tip dla Was, używajcie go podczas kąpieli lub prysznica, wtedy kiedy skóra jest bardziej wilgotna, a otoczenie ciepłe.

Jego konsystencja jest lekka i kremowa przez co bardzo komfortowo się go nakłada, zapach jest przyjazny, odczuwam w nim delikatną nutkę Lilii oraz nieco mocniejszą ogórka, co sprawia, że czuję lekkie orzeźwienie. Moja skóra już po pierwszym użyciu była bardziej promienna, zmatowiona i świeża, natomiast po dłuższym stosowaniu zauważyłam ogólną poprawę kondycji. Co ważne peeling nie prowadzi do złuszczenia, nie wysusza skóry, nie sprawia, że jest podrażniona po oczyszczeniu. Jestem bardzo zadowolona, że mogłam go przetestować bo znalazłam swój top 1 w kwestii dokładnego oczyszczenia. Na mojej bardzo wrażliwej skórze nie ma śladu używania peelingu, jest gładka, jędrna i miękka. 

Na zdjęciu poniżej widać kropelkę peelingu, dosłownie 5 takich ziarenek pokrywa całą moją twarz, szyję i dekolt. Zdjęcie zrobiłam po to by unaocznić Wam jak wydajnym jest ten produkt. Zachęcam Was do sprawdzenia chociaż jednego opakowania. Jego cena wacha się między nieco ponad 30 zł, a 70 zł, w zależności od drogerii i promocji. Ja go z ręką na serduchu polecam, spróbujecie raz i pewnie zostanie z Wami na dłużej, tak jak u mnie. 



/Em
Kochamy skandynawskie meble, to czemu nie pokochać skandynawskiego trendu pielęgnacyjnego?

kwietnia 30, 2024

Kochamy skandynawskie meble, to czemu nie pokochać skandynawskiego trendu pielęgnacyjnego?

 


Dzięki uprzejmości PureBeauty mam przyjemność zaprezentować Ci box z edycji specjalnej S-Beauty. Jeżeli nie wiesz do czego odnosi się jego nazwa to śpieszę donieść, że do Scandinavian Beauty. Kobiety z tych pięknych krain stawiają na minimalizm i mają holistyczne podejście do pielęgnacji - bezpiecznie i naturalnie.

Jednak nie tylko to jest kluczowe w tej rutynie pielęgnacyjnej. Kluczowe są lekkie w swojej konsystencji produkty, które skutecznie nawilżą skórę i zbytnio jej nie obciążą. Dodatkowo dziewczyny z S-Beauty stawiają na wysoką ochronę przeciwsłoneczną.

To co chętna poznać ten nowy trend?

Box od PureBeauty jest wypełniony po brzegi ulubionymi produktami każdej z nas - Garnier Fructis (do włosów) i Garnier Vitamin C (do pielęgnacji twarzy). Jednak zupełną nowością są dla mnie fluidy SPF 50 z linii Vitamin C i to właśnie od nich chciałabym zacząć.


Ten powyżej to bezbarwny lekki fluid z filtrem SPF 50, który ochroni Twoją skórę przed promieniami UVA i UVB, pozwoli to uchronić skórę przed fotostarzeniem - na przykład przed przebarwieniami. jego formuła jest niewidoczna i nie pozostawia białych śladów. W dotyku nie jest ani klejąca ani tłusta, więc przyjemnie się go stosuje.
Ten poniżej to wariant rozświetlający. Nadaje blasku i doskonale łączy się z różnymi odcieniami skóry, również nie pozostawia białych śladów.


Dla mnie ochrona SPF o wartości 50 to codzienna rutyna, niezależnie od pory roku zawsze stosuję tak wysoką ochronę, ze względu na wrażliwość mojej skóry. Bardzo fajnie było się zaprzyjaźnić z fluidami Garnier. Lubię to miłe uczucie jakie pozostawiają po sobie na mojej skórze. 

Płyn micelarny z Witaminą Cg to już kultowy niemal produkt, nie wiem ile razy o nim już wspominałam, ale nic nie powstrzyma mnie od kolejnej krótkiej wzmianki.


Ten płyn micelarny jest bardzo wyjątkowy, uwielbiam wszystkie płyny tej marki, ale ten robi różnicę. Nie tylko oczyszcza, odświeża skórę czy usuwa makijaż, ale przede wszystkim pozostawia ją pełną blasku. Jeśli jeszcze nie miałaś styczności z płynami micelarnymi Garnier, a szukasz tych co działają szybko i skutecznie, to pozostawiam Cię z "obowiązkiem" zakupy chociaż jednej buteleczki, oraz gwarancją, że już nigdy nie sięgniesz po żaden inny. 

Super Serum na przebarwienia Vitamin C, czy ja jeszcze komukolwiek powinnam je przedstawiać?


Ta wiralowa i kultowa już buteleczka gości pewnie w większości domów w Polsce, działa jak magia, usuwa przebarwienia i dodaje naturalnego blasku. Nie wiem, która to już u mnie buteleczka serum, nie potrafię ich zliczyć, ale wiem, że zanim jedno się skończy już drugie czeka na półce.

Szampon do włosów Garnier Fructis Banana Hair Food taki dla włosów, które schną na wiór.


Ten szampon gości u mnie pierwszy raz, ponieważ nigdy nie sięgam po produkty do super suchych włosów, ale dla tego zapachu chyba zacznę po niego sięgać częściej. Zapach jest nieziemski! Moje kosmyki są bardziej gładkie i miękkie, ale nie są obciążone czego można by było spodziewać się po nawilżającym szamponie. 

Maska do włosów Garnier Fructis Banana Hair Food dla włosów suchych.


Zastanawiam się czy Ty też kochasz maski do włosów, ja w zasadzie nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez nich, używam na potęgę i równie mocno kocham. Ta pachnie wspaniale, jest przeznaczona do włosów bardzo suchych, ale Garnier ma w swojej ofercie różne warianty. Maska ma konsystencję ciężkiego kremu, wygładza i nawilża włosy. Jeśli Twoje włosy są turbo suche możesz spróbować jej działania bez spłukiwania. Ja używam jej jako maski lub odżywki. Kocham!

Już niebawem opowiem Ci o innych maskach, tymczasem życzę Ci udanej majóweczki i widzimy się za miesiąc XD

/Em




Odkrycie jesieni to za mało, ten krem po prostu rozwalił system.

grudnia 09, 2022

Odkrycie jesieni to za mało, ten krem po prostu rozwalił system.

Cześć w ten cudowny piątkowy wieczór. Przyprószyło u Was śniegiem? U mnie tak, niestety, znowu się zaczyna sezon odśnieżania i skrobania szyb, wożenia szpadla w aucie i nadmiernego kopania w koło samochodu. Ręka w górę kto to lubi... ;D Skoro przy zimowych klimatach mowa, przejdę do meritum tego artykułu, a jest nim? Kremik! Kremik niezwyczajny, kremik specjalistyczny, barierowy krem do rąk marki CareO3. Nie znacie tej marki? Nic straconego, już Was wprowadzam w temat.


CareO3 to marka polska, którą tworzą dwie kobiety, pełne pasji i zamiłowania do pielęgnacji. Nazwa marki wywodzi się z dwóch wyrazów - Care i Ozon. Myślę, że każdy z Was zna zapach Ozonu, ale nawet o tym nie wie. Szybciutka przypominajka z dzieciństwa? Pamiętacie ten orzeźwiający letni zapach po burzy? Tak to właśnie Ozon. Przypomnijcie sobie teraz jakie przyjemne uczucie towarzyszyło każdemu wdechowi zaraz po burzy. Wyobraźcie sobie, że Wasze dłonie właśnie tak się mogą poczuć jeżeli potraktujecie je kremem z linii Safe and Soft. Brzmi przyjemnie prawda?


Ozon to nie jedyny atut tego kremu, oczywiście najważniejsza jest jego formuła, a ta moi mili jest bogata w Ozonowaną Oliwę z Oliwek. 

Chcę Wam podać kilka słów od producenta bez parafrazowania, bo warto: 

"Ozonowana oliwa z oliwek posiada dzięki nasyceniu oliwy ozonem, zawartości NNKT (niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych) oraz obecności witamin z grupy E, B, C i prowitaminy A, właściwości oczyszczające, ochronne, kojące, rewitalizujące i odżywcze. Przeznaczona do każdego typu skóry: normalnej, suchej, tłustej i mieszanej. Bardzo dobrze radzi sobie w pielęgnacji skóry skłonnej do podrażnień, problematycznej, narażonej na agresywne czynniki zewnętrzne. Pozostawia ją gładką, jednolitą oraz sprawia, że odzyskuje zdrowy i piękny wygląd. Dodatkowo natlenia ją w miejscu zastosowania, przenikając do jej warstw. Dzięki czemu pobudza krążenie krwi prowadząc do lepszego odżywienia komórek skóry i poprawiając ich metabolizm. Wszystko to sprawia, że skóra jest zregenerowana, a odbudowa jej naturalnej bariery ochronnej jest przyspieszona."

Tyle o oliwie, ale warto tu wspomnieć, że formuła kremu to kompozycja ozonowanej oliwy z oliwek, oleju arganowego, wosku pszczelego i masła Shea, składników, które w połączeniu tworzą istne pielęgnacyjne kombo - nawilżenie i ukojenie dla naszych przesuszonych pandemią dłoni. 


Krem ten ma bardzo lekką konsystencję, dzięki czemu łatwo się rozprowadza i jest wydajny (wiem, często to powtarzam, ale po prostu po takie kosmetyki częściej sięgam). Jego zapach jest delikatny i wg. mnie przyjemny. W składzie nie znajdziecie ani kropli alkoholu, co dla mnie jest kluczowe przy nawilżeniu dłoni. Krem wchłania się piorunem i nie pozostawia tłustego filmu, zostawia za to uczucie aksamitne i delikatne, dosłownie jak zapach powietrza po burzy!  


Jeżeli zastanawiacie się czy cena tego kremu nie jest przypadkiem nieco za wysoka, od razu śpieszę z odpowiedzią, że nie. Ten krem starczy nam na bardzo długo, w tubce jest go aż 100 ml, gdzie zazwyczaj za 10/15 zł mamy 50 ml, nie musimy go stosować po każdym myciu dłoni, bo po prostu nie spływa z wodą tak szybko jak większość z nich i pozostawia dłonie aksamitne w dotyku i nawilżone, nawet po myciu. Jest to jeden z lepszych kremów jakie miałam okazję aplikować na dłonie, a efekty są szybko widoczne. Krem mnie zaskoczył bardzo pozytywnie i mam nadzieję, że właścicielki marki niedługo wprowadzą kolejne produkty. To dzięki PureBeauty zostałam fanką CareO3, dziękuję za możliwość przetestowania tego kremu wraz z innymi perełkami z boxu Cotton Cloud.

/Em

Be yourself, be beauty with ...

listopada 06, 2022

Be yourself, be beauty with ...


OnlyBio Ritualia. Tak można zatytuować ten artykuł, w całości poświęcony wspaniałemu Serum z linii Tranquility. Jest to linia stworzona z myślą o skórze potrzebującej wyjątkowego traktowania. Linia oparta na esencji z pofermentów (nie będę tłumaczyć czym one są, dla dociekliwych możecie sobie wygooglać,  warto też zagłębić się w sam projekt Unijny właśnie przeprowadzony przez markę OnlyBio). 


Formuła serum jest bardzo bogata, zawiera Witaminę C, która dziś w zasadzie jest już standardem w każdym kosmetyku, biotynę, polimery na wagę złota oraz enzymy protolityczne, które skutecznie powstrzymują naszą skórę przed procesem starzenia. 

Pozwalam sobie na cytat wprost z opakowania bo skradł moje serducho "Serum dodające blasku... to lekka jak mgiełka i silna jak żywioł formuła nasycona kwasem PGA i wodą pomarańczową, otulająca skórę niezwykłą siłą nawilżenia i regenracji"

No jak tu nie pokochać tego serum?

No ale dosyć o tym co producent, skupmy się na tym co tak na prawdę to serum potrafi zrobić z moją skórą, a tak naprawdę to dlaczego je pokochałam.

Już na wstępie sięgając po serum na półce widzę, że nie jest to byle jaki kosmetyk, opakowanie jest przepiękne, pudełeczko pokryte folią soft touch (sorry zboczenie zawodowe) ze złoceniami robi całą ekskluzywną robotę. Otwieram pudełko, a tam w środku szklana buteleczka z etykietą, również złoconą (tu jako grafik i człowiek od reklamy wiem, że to produkt, który ma być produktem premium w swojej klasie). Otwieram buteleczkę i otula mnie cudowny zapach delikatny jak kaczuszka z domieszką cytrusów, coś czego się absolutnie nie spodziewam, bo czytając o kosmetyku z witaminą C czekam, aż przytłoczą mnie cytrynowe nuty, tu tego nie ma, tu nuta pomarańczy dolatuje do mnie na samym końcu, i to właśnie jest ten zawijasek zapachowy, który ja uwielbiam.

Przekonałam Cię już? Myślę, że trochę tak, ale dorzucę jeszcze coś ekstra. Konsystencja wydaje się kremowa ale nic bardziej mylnego, jest to turbo wydajne wodniste serum, którego zaledwie maleńka kropelka wystarczy na cały jeden obszar twarzy, np na czoło czy policzek. To serum będzie przy Tobie trwało bardzo długo. Po nałożeniu daj mu chwilę, niech zapozna się z Twoją skórą po czym się całkowicie wchłonie działając w środku. Wspominałam już, że zapach jest nieziemski? 

Po chwili zobaczysz jak cudownie serum rozświetla Twoją buzię, możesz śmiało na nie nałożyć Twój ulubiony krem. Sprawdzałam je z kilkoma i z każdym świetnie działało. Możesz użyć na noc, w nocy zrobi podwójną robotę! Nigdy nie miałam tak fajnego serum nawilżającego, które koiło by moją skórę i nie robiło z niej świecącego placka. Dziękuję bardzo OnlyBio za tak cudowny kosmetyk, który na pewno ze mną zostanie na długo. 

Moje serum znalazłam w boxie PureBeauty i powiem Ci, że właśnie dla takich perełek warto subskrybować ten box. Więc do dzieła klik klik w link do subskrybcji.

/Em

Owsiane dobro od Soraya na każdy dzień.

października 12, 2022

Owsiane dobro od Soraya na każdy dzień.


Cześć moja droga wędrowniczko, miło że zajrzałaś. Dziś mam dla Ciebie super informację, Soraya stworzyła krem do iście wrażliwej, ultra delikatnej cery. Nie tylko jego formuła jest oparta na naturalnych składnikach, ale i jego opakowanie jest przyjazne dla środowiska (słoiczek wytworzony w 100% z recyklatu), Soraya się zmienia, z duchem czasu, cieszy nas to prawda?



Mimo, że ten słoiczek wydaje się super mały, mieści 75 ml kremu, który dzięki owsianej formule nawilży, wygładzi i wymuska Twoją skórę. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji redukuje suchość wrażliwej i delikatnej skóry. No dobrze to wiemy co producent o swoim kremie mówi, a jak to jest w praktyce?

Opakowanie to ogromny plus jeżeli dbasz o dobro naszej planety, kartonik w którym jest słoiczek też jest z papieru z odzysku, więc Soraya mocno naciska na ochronę naszej planety! To się ceni, oj ceni się bardzo.



Krem ma genialny zapach, konsystencję i wydajność. Nigdy nie miałam tak wydajnego kremu, używam, używam, a denka nie widać.  Jak dla mnie ten krem jest bardzo lekki i całkowicie creamy <3 stanowi świetną bazę pod makijaż bo nie zostawia tłustego filmu na skórze. Jak już wspomniałam zapach jest genialny, bo taki delikatny i nienachalny, otula Cię naturalnością bez grama chemii. Samo działanie kremu na pewno jednym podpasuje innym nieco mniej. Mnie się podoba, moja skóra twarzy jest delikatna w dotyku, gładka i wyjątkowo "spokojna" jak na siebie samą. Mam dość wrażliwą skórę, wystarczy, że delikatnie przejadę szwem bluzki po policzku i od razu pojawiają mi się czerwone plamy, a skóra piecze. Ten krem to lód na taką przypadłość jak moja. Łagodzi, koi i pozwala szybko zapomnieć o problemach. Jeżeli nie masz jeszcze swojego faworyta, a tak jak ja potrzebujesz nawilżenia, pomyśl o nim. Myślę, że warto w tej cenie chociaż wypróbować jeden słoiczek bo być może, nie będziesz już musiała nigdy więcej szukać. 

W linii Oat Therapy dostępne są również inne kosmetyki do pielęgnacji:



Mój krem znalazłam w boxie PureBeauty, zachęcam do zajrzenia na stronę internetową i oczywiście do subskrypcji, jeżeli lubisz testować różne produkty do pielęgnacji ale i nie tylko.

/Em
Copyright © LittleThingWorld , Blogger