Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieniec edycji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieniec edycji. Pokaż wszystkie posty
PUROO - Peptydy na noc?

lipca 13, 2026

PUROO - Peptydy na noc?

Peptydy chyba nie wymagają już specjalnego przedstawienia, jest o nich głośno i pojawiają się w coraz większej ilości kosmetyków. Tym razem dzięki uprzejmości Pure Beauty odnalazłam je w kremie peptydowym na noc marki PUROO Clinic.

W prostym, brązowym słoiczku znajdziemy 50 ml kremu, który ma działać wtedy kiedy my śpimy. Brzmi dobrze prawda? Szczególnie jeśli rano nasza skóra nie zawsze wygląda tak, jakby faktycznie odpoczywała przez całą noc.

Nie przetestowałam go jeszcze na tyle, żeby opowiedzieć Ci o prawdziwych efektach, więc dzisiaj potraktujmy ten artykuł jako pierwsze spotkanie z produktem. Po kilku użyciach raczej trudno mówić o wygładzeniu zmarszczek czy ujędrnieniu skóry, a ja nie zamierzam obiecywać Ci cudów zanim sama ich nie zobaczę.

PUROO Clinic o swoim kremie mówi tak:

JAK DZIAŁA:

🌿 Wygładza.

🌿 Działa silnie przeciwzmarszczkowo.

🌿 Ujędrnia i napina skórę.

SKŁADNIKI AKTYWNE:

🌿 Peptyd nazywany botoxem w płynie.

🌿 Niacynamid i sok z aloesu.

🌿 Kwas mlekowy, olej ze słodkich migdałów, gliceryna oraz masło Shea.

Botox w płynie to określenie, które zdecydowanie zatrzymuje wzrok. Nie spodziewam się oczywiście, że krem będzie takim kozakiem jak zabieg, ale sama obietnica wygładzenia i poprawy napięcia skóry jest bardzo kusząca.

Poza peptydem mamy tutaj też całkiem fajne zestawienie składników pielęgnacyjnych. Niacynamid, aloes, gliceryna, olej ze słodkich migdałów i masło Shea tworzą porządną nocną ekipę, która ma nawilżyć, zmiękczyć i zadbać o skórę podczas snu. Przynajmniej na papierze wygląda to bardzo dobrze.

Krem należy nałożyć na oczyszczoną skórę i pozostawić do całkowitego wchłonięcia. Stosujemy go wieczorem, omijając okolice oczu. Producent zaznacza również, aby nie nakładać go na skórę uszkodzoną lub podrażnioną.

Podoba mi się proste opakowanie kremu. Jest trochę apteczne, bez miliona kolorów i wielkich obietnic wypisanych na pół słoiczka. Wygląda jak produkt, który ma po prostu robić swoje.

Czy peptydy wygładzą skórę i sprawią, że rano będzie bardziej napięta? Zobaczymy. Sam skład wygląda obiecująco, ale moja skóra jak zawsze będzie miała ostatnie zdanie.

/Em

Makijażu nigdy dość - prawda?

maja 07, 2026

Makijażu nigdy dość - prawda?

 


Nie wiem jak Ty ale ja kocham wszystko co związane z makijażem, cienie do powiek też, każda paletka jest cudowna, każda moja, każda dla mnie - no, wiem jak to brzmi! Dlatego nie mogłam pominąć w sprawie ulubieńców wiosennego pudełka PureBeauty tej oto paletki marki IUNO, tym bardziej, że trafił mi się cudny nudziakowy zestaw. 

Paletka zawiera trzy piękne cienie do powiek, w mojej jest jasny, połyskujący beż, złoty z drobiną i matowy brąz, idealne trio do smokey, które kocham. Cienie są mocno napigmentowane, dość miekkie, ładnie oddają swój kolor na skórze, nie trzeba ich kłaść 1000 warstw by osiągnąć ładny delikatny efekt na co dzień. Poniżej możesz zobaczyć na mojej "pięknie" upozowanej dłoni, jak faktycznie się prezentują. Tu nałożona jest jedna cienka warstwa bez specjalnego wcierania.


Same cienie świetnie współpracują z bazami pod makijaż, podkładami, kremami i korektorami, dobrze się blendują, nie osypują się na dolną powiekę i nie rolują. Lubię je i myślę, że sięgnę po nie kolejny raz również dlatego, że są małe i poręczne, zmieszczą się nawet w małej torebce. Czaję się już na inne zestawy :) 

/Em

Coś dla fanów Radical.

maja 06, 2026

Coś dla fanów Radical.

 


Od jak dawna stosujesz suche szampony? Pewnie od kilku lat tak jak ja, no to trzymaj się mocno, bo teraz dostaniesz ode mnie przepustkę do produktu 2w1 od marki Radical. Suchy szampon z odżywką ma nie tylko rozwiązać problem nieświeżych włosów, ale również problem zniszczonych włosów. Oprócz typowych właściwości przewidzianych dla suchego szamponu, Radical ulepszyło formułę i dodało właściwości pielęgnujące. Mnie to bardzo zaciekawiło, bo jednak suchy szampon dla mnie zawsze był jednoznaczny raczej z działaniem niekorzystnym niż pielęgnującym. 

Swoją sztunię odnalazłam w jednym z kultowych pudełek Pure Beauty, klikam tu przypominajkę z artykułu o boxie:

JAK DZIAŁA:

    🌷 Oczyszcza skórę głowy i włosy u nasady.
    🌷 Dodaje objętości.
    🌷 Odżywia i wzmacnia włosy.

SKŁADNIKI AKTYWNE:

    🌷 Ekstrakt ze skrzypu polnego.
    🌷 Olej jojoba.

SPOSÓB UŻYCIA:

Suche włosy należy rozczesać, następnie wstrząśnij szampon i rozpyl u nasady włosów, krótkimi seriami z odległości 20 cm. Pozostaw na 2 minuty, następnie wmasuj w skórę głowy i włosy u nasady. Na koniec dokładnie wyczesz włosy. 


A teraz czas na kilka słów prawdy, a nie obietnic, bo wiemy jak z tym czasami bywa. To co spotkało mnie w trakcie i po aplikacji tego produktu było zaskakujące, pozytywnie ale też negatywnie i wyjątkowo opowiem o dwóch stronach medalu. Produkt jak każdy inny zamknięty w metalowej puszcze z kulką do jego mieszania (tu zaskakujące są opinie negatywne, że ta kulka za bardzo przypomina farbę w sprayu - no tak, bo tak się miesza produkty w sprayach, żeby użyć ich dobrze). Zapach jest przyjemny, ale rozpylenie tak ogromne, że musiałam wyjść z łazienki bo zaczęłam kaszleć. Przy szamponach konkurencji nie mam takiej potrzeby to zapylenie nie jest aż tak drażniące, tu odnajduję pierwszy minus (niestety), choć to minus, to nadal można z tego normalnie wybrnąć i użyć szamponu nie w małym pomieszczeniu. Drugim minusem natomiast jest niewidoczny osad, który zostaje na włosach, jest go ogromna ilość i po przejechaniu ręką włosów po prostu czuć, że mam na niej pył. Czy jest to akceptowalne? Uważam, że to kwestia gustu. Jednakże! Efekt z jakim zostawił on moje włosy jest po prostu dużo lepszy niż konkurencji. Nie będę owijać w bawełnę, moje włosy dostały objętości ale to nic, są miękkie, aksamitne, jakbym je tyle co umyła normalnym szamponem, siedziała 40 min z maską na głowie i wysuszyła używając, delikatnego niegorącego podmuchu. Jestem zachwycona tym odświeżeniem, to zupełnie nowy level w tej półce produktów i nikt tego nie powinien negować. Minusy? Do akceptacji, lub nie. Ja uważam, że warto. 

/Em
Coś dobrego dla stóp.

kwietnia 10, 2026

Coś dobrego dla stóp.


Tradycyjnie jak co miesiąc stoję przed trudnym wyborem ulubieńców edycji z pudełek PureBeauty i powiem Ci jedno, w edycji Bella miałam ogromny problem wyłonić najlepszych, bo tyle ich było. Ale decyzję trzeba było podjąć i mój wybór padł na Nappa - krem kuracja na pękające pięty. 

Zacznę dziś od przypominajki od Producenta:

JAK DZIAŁA:

    🚗 Intensywnie nawilża i złuszcza martwy naskórek.
    🚗 Wspomaga regenerację i chroni mikrobiom skóry.
    🚗 Zabezpiecza przed pęknięciami i odświeża.

SKŁADNIKI AKTYWNE:

    🚗 Ekstrakt ziołowy z babki lancetowatej, żywokostu i drzewa sandałowego.
    🚗 Mocznik 30%.
    🚗 Bisabolol, Gin Toniq.
    🚗 Woda lodowcowa.

SPOSÓB UŻYCIA:

Nałóż na oczyszczoną, suchą skórę stóp w miejscach problematycznych. Stosuj raz dziennie wieczorem, nie dłużej niż 14 dni. Po ustąpieniu objawów stosuj krem profilaktycznie 1-2 razy w tygodniu. Dla przedłużenia efektu użyj innych kosmetyków z serii Nappa!

Na zdjęciu powyżej możesz zobaczyć konsystencję tego preparatu. Jest ona dość kremowa ale nie lejąca dzięki czemu dokładnie się rozprowadza, dla mnie to plus. Jego zapach jest dla mnie neutralny ani super ładny ani męczący. Krem się dość wolno wchłania więc dla mnie jest to typowa kuracja na noc w skarpetkach.

Najważniejsze jednak pytanie na dziś to czy on po prostu jest dobry. Według mnie jest, może nie jest to absolutna topka ale ustawiłabym go wysoko w piramidce skutecznych nawilżaczy do stóp. Śmiało mogę powiedzieć, że kuracja uelastycznia skórę i dzięki temu chroni ją przed pęknięciami. Świetnie sprawdza się zimową porą, kiedy stopy wymagają wyjątkowej pielęgnacji i traktowania. 

Obecnie kończę pierwszą tubkę i zastanawiam się nad przedłużeniem kuracji. 

/Em



Nivelazione, to marka, którą odkrywam właśnie teraz.

stycznia 19, 2026

Nivelazione, to marka, którą odkrywam właśnie teraz.

 


Bardzo ciekawy produkt odnalazłam w jednym z zimowych pudełek Pure Beauty, marka której nigdy wcześniej nie miałam w rękach, a tym bardziej na stopach. Podologic bo o niej mowa to marka zajmująca się póki co tylko podologicznymi produktami pielęgnacyjnymi. Lubimy takich specjalistów bardziej od wielkich koncernów prawda? Doceniamy ich zagłębianie się w daną dziedzinę po to by stworzyć produkty nie tylko modne, ale przede wszystkim działające. 

Kilka słów od producenta na temat kremu na zrogowacenia:

JAK DZIAŁA:

    🦉 Redukuje szorstkość skóry i przywraca jej gładkość.
    🦉 Silnie nawilża, regeneruje i odżywia. 
    🦉 Zmiękcza zrogowaciały naskórek.
SKŁADNIKI AKTYWNE:

    🦉 Kwas hialuronowy.
    🦉 Lipidy.
    🦉 Mocznik.

SPOSÓB UŻYCIA:

Wmasuj krem w skórę stóp. Załóż bawełniane skarpety na 30 minut lub na całą noc. Stosuj codziennie.



Krem ma delikatną, białą konsystencję, raczej lejącą się niż sztywną, dzięki czemu w prosty i szybki sposób rozprowadza się po skórze. Używam go bardzo krótko, na tą chwilę mogę powiedzieć, że moja skóra na stopach zrobiła się widocznie gładsza i bardziej miękka w dotyku. Odczuwam też ukojenie i nawilżenie, lubię go stosować przed snem jako chłodny kompres na zmęczone po całym dniu stopy. Według mnie spełnia swoją podstawową rolę, nie wiem jak się sprawdzi przy bardzo skrajnych przypadkach. Nie mniej jednak polecam chociaż jedno opakowanie, to fajny preparat, który działa.




Clarena totalnie mnie bierze.

października 24, 2025

Clarena totalnie mnie bierze.


Clarena to jedna z moich ulubionych marek, które regularnie stosuję do pielęgnacji mojej twarzy (i nie tylko). Dzisiaj pod lupę chciałabym wziąć Glow Booster z Witaminą C, myślę, że wart jest swojego miejsca na moim blogu.

Moja skóra nie jest bardzo zniszczona, ale bywa kapryśna, ten booster natomiast pozwala na rozświetlenie, regenerację i odbudowę. Rozjaśni poszarzałą i zmęczoną skórę i nada jej naturalnego blasku - ale nie świecenia. Dzięki 3 różnym formom witaminy C w swojej formule, wspiera syntezę kolagenu, a co za tym idzie poprawia jędrność skóry. To chyba najbardziej mnie przekonuje, jędrności nigdy za wiele. Dodatkowo dzięki koenzymowi Q10 preparat chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, a niacynamid dba o to by jej koloryt był wyrównany.


Preparat zamknięty jest w małej szklanej buteleczce z pipetą, którą od zawsze lubię. Konsystencja jest delikatna, nie zbyt rzadka ale też nie gęsta. Rozprowadza się ją szybko i sprawnie po skórze, aplikacja według mnie jest bardzo przyjemna. Sam produkt pachnie cytrusowo bardzo delikatnie i niedrażniąco. Sprawia, że moja skóra staje się gładka i miękka w odczuciu. Wchłania się średnio szybko, pewnie przy mocniej wysuszonej i odwodnionej skórze ten czas się skraca. W moim przypadku trzeba dać chwilę temu boosterowi na wniknięcie głębiej. Nie można go długo wmasowywać, potrafi się spienić. Po wchłonięciu się w skórę, jej wygląd od razu się zmienia, jest delikatnie rozświetlona i ma delikatny glow, ale nie tłusty. Booster nie pozostawia żadnego nieprzyjemnego filmu na jej powierzchni co uważam za ogromny atut. 


Mnie ten preparat przypadł do gustu i na pewno zużyję całe opakowanie, możliwe, że sięgnę po kolejne, a to które obecnie testuję znalazłam w boxie specjalnym Royalty, od Pure Beauty. Zachęcam do zapoznania się z oferta marki, drugiej takiej w naszym kraju nie znajdziesz :).

/Em


Kilka słów o olejku do masażu od Kanu Nature.

października 22, 2025

Kilka słów o olejku do masażu od Kanu Nature.


Bardzo lubię wieczorami zwłaszcza jesienią i zimą oddawać się leżącym przyjemnościom, do takich oczywiście zaliczam masaże wszelkiego rodzaju. Dlatego z pełną chęcią wzięłam się za sprawdzenie olejku, który otrzymałam wraz z pudełkiem Royalty od Pure Beauty. 

Olejek w swojej formule zamyka witaminę E i naturalny olej słonecznikowy, który stanowi bogatą bazę odżywczą, jest idealny do masażu. Masaż przy pomocy tego preparatu sprawi, że skóra będzie odżywiona i zregenerowana, miękka i wygładzona, dodatkowo olejek wspomaga ochronę przed przesuszeniem i utrata wilgoci. Witamina E neutralizuje wolne rodniki i wspiera procesy regeneracyjne więc jej działanie jest typowo antyoksydacyjne. 

Dzięki nutom zapachowym produkt zapewnia przyjemne doznania zmysłowe. 

Jak widzisz na zdjęciach olejek jest zamknięty w butelce z tworzywa, która mieści 200 ml tego cuda. Buteleczka jest zakończona kroplomierzem, który dość sprytnie dozuje produkt. Wiem, że nie każdemu przypadnie do gusty brak pompki, ale mnie to akurat nie przeszkadza, bo dzięki temu stosuję go wydajnie.

Jeśli chodzi o konsystencję jest dokładnie taka jaka powinna być, śliska, oleista, stworzona do masażu. Dłonie pływają po skórze wręcz z jedwabistym efektem, dzięki czemu masaż może być wykonany na najwyższym poziomie relaksacyjnym. Olej słonecznikowy jest bardzo tłusty, więc po zakończonym masażu na skórze pozostaje delikatny film, to już kwestia gustu czy lubimy go, czy też nie. Natomiast jeśli jesteś właścicielką super przesuszonej skóry, to wręcz będzie to jego atutem.

Jeśli chodzi o kompozycję zapachową, mnie się ona podoba, jest delikatna, niemęcząca. Czy miałam lepiej pachnące olejki do masażu? Tak! Ale to wciąż jest kwestia gustu a Kanu ma w swojej ofercie różne zapachy, więc jest z czego wybierać.

Osobiście nie wiem czy sięgną po niego ponownie, ale tylko dlatego, że mam ochotę na inne warianty zapachowe, po nie sięgnę na 100% na pierwszy ogień chyba pójdzie pomarańcza-czekolada, albo jaśmin. Nie potrafię się zdecydować. Gorąco polecam zanurzenie się w świat KANU NATURE, nie pożałujesz.

/Em

Różowo mi z Aloesove Pink.

października 10, 2025

Różowo mi z Aloesove Pink.


Jesień, jesień, kolorowa, nie wiem jak u Ciebie ale u mnie raczej deszczowa, dlatego chętnie moje oczy kierują się w stronę feerii barw, nie mogły zatem zignorować Aloesove Pink - peelingu do twarzy, no bo jak?

Zaznaczę już na wstępie, że produkt ten jest moim ulubieńcem od dawna, ale obecnie nie mogę go używać, opowiem Ci jednak o nim, bo tak bardzo się polubiliśmy (kiedyś). Peelingowa formuła jest kwasowa, dlatego właśnie obecnie nie mogę po niego sięgać. Ta mieszanka to kwasy migdałowy, laktobionowy i fitowy i to właśnie one odpowiadają za delikatne ale skuteczne złuszczenie martwego naskórka. 

Do formuły zostały włączone również ekstrakty z aloesu, miłorzębu japońskiego, hibiskusa oraz olej z nasion amarantusa. To właśnie dzięki nim peeling przy okazji delikatnie nawilża i łagodzi podrażnienia.


Peeling zawiera również prebiotyk z granatu i bawełny, który chroni mikroflorę skóry, zwieńczeniem tej formuły są natomiast oleje ze słodkich migdałów, arganowy i z pestek winogron, które dodatkowo nawilżają i wygładzają skórę. 

O samym produkcie w użyciu mogę powiedzieć, że świetnie spełnia swoją rolę, nie podrażnia bardzo skóry, jednak zdecydowanie nie nadaje się do pracy ze skóra, która jest poddawana zabiegom w salonach beauty, nawet tym nisko-inwazyjnym. Jego konsystencja jest dość kremowa, bardzo przyjemna, jestem pewna, że znajdzie się ktoś kto używa go po prostu jako kremu, no może nie na dzień! Zapach jest delikatny i dla mnie przyjemny, a sam preparat łatwo się rozprowadza. Jest to peeling kwasowy, więc brak mu drobinek, a samego preparatu się nie zmywa. Jestem przyzwyczajona do produktów tego typu, które zawsze się zmywa, więc ta forma podania mnie zaskoczyła ale jednocześnie bardzo mi odpowiada. Na poniższym zdjęciu dobrze widać kremowość konsystencji.


Jeśli nie miałaś okazji jeszcze przetestować peelingu bez zmywania, to zachęcam do rozpoczęcia tej przygody właśnie z Aloesove, myślę, że będziesz porządnie zaskoczona! Dodam, że swój ezegemplarz ten konkretnie odnalazłam w pudełku Pure Beauty, zachęcam do odwiedzenia strony.

/Em



Zajrzyjmy w świat japońskiej pielęgnacji.

sierpnia 06, 2025

Zajrzyjmy w świat japońskiej pielęgnacji.


Markę Nadeshiko Japan bardzo sobie cenię, miałam do tej pory okazję przetestować fajną odżywkę do włosów, a teraz nawilżającą ampułkę do twarzy. Wszystkie zachwycamy się koreańską pielęgnacją, ale ja wolę tą japońską, jeśli mam wybierać jakąkolwiek z krajów azjatyckich. Nie oczekuję cudów na kiju od preparatów stworzonych do zupełnie innego rodzaju cery i innych warunków atmosferycznych, dlatego może jestem bardziej zadowolona niż, niektóre użytkowniczki.


Kilka słów przypomnienia czego oczekiwać od takiego preparatu:

OCZEKIWANE DZIAŁANIE: 

   🌺Jędrna skóra, pełna blasku.
   🌺Nawilżona i rozświetlona.
   🌺Odmłodzona, redukcja drobnych zmarszczek.

SKŁADNIKI AKTYWNE:

   🌺Olejek tsubaki.
   🌺Fermenty z brązowej algi i brązowego ryżu.
   🌺Raykami.

Moje opakowanie znalazłam w wyjątkowym pudełko Royalty #13 marki Pure Beauty, to specjalna edycja boxów, którą serdecznie Ci polecam. Warto jeśli lubisz tak jak ja poznawać nowości kosmetyczne nie tylko te łatwo dostępne na naszym rynku. 

Przejdę zatem do wrażeń z użytkowania i testowania tego produktu. Po pierwsze i najważniejsze! Jest różowy! Oczywiście to żarcik. Preparat jest zamknięty w ciężkiej szklanej buteleczce, a dozowanie odbywa się za pomocą szklanej pipety (mojej ukochanej co ciągle podkreślam), pipeta jest odpowiednio długa by wybrać serum do samego dna! 

Konsystencja jego jest delikatna, wodnista, przez co aplikacja jest przyjemna i szybka. Zapach bardzo przyjemny i delikatny, szybko się ulatnia. Wchłanianie choć uzależnione od poziomu nawilżenia naszej skóry nie trwa za długo. Formuła zawiera olej tsubaki ale nie wpływa on na odczucia, serum jest lekkie i nie pozostawia lepkiego filmu. Bardzo fajnie nawilża, dzięki czemu spokojnie możemy nałożyć np. nieprzyjazne dla skóry kremy z filtrami UV. To świetna propozycja na lato, kiedy bez SPF50 nie wychodzę z domu nawet w pochmurny dzień. 

Dla mnie serum jest przyjemne, efekty zauważalne, chętnie po nie sięgam bo sprawia mi wiele przyjemności.

/Em
PROFUSION proponuje róż o super trwałości.

lipca 24, 2025

PROFUSION proponuje róż o super trwałości.


Jednym z moich ulubieńców 13 edycji Royalty od PureBeauty jest róż w płynie marki Profusion. Już samym opakowaniem zachęca do zgarnięcia go z półki np drogerii Hebe, ale czy wraz ze sroczym opakowaniem idzie w parze jakość, trwałość i przyjemność ze stosowania? To za moment, a teraz przypomnienie obietnic producenta względem tego produktu:

OCZEKIWANE DZIAŁANIE: 

   🌺Matowe wykończenie.
   🌺Stopniowe krycie.
   🌺Łatwe rozprowadzanie i blendowanie.
   🌺Wysoka pigmentacja.


Forma podania tego różu jest wyjątkowa, ale czy wygodna? Dla mnie na pewno, ale zdaję sobie sprawę, że dla niektórych może być problematyczna. Aplikator jest dość miękki a produkt bardzo lekki, więc dla osób, które lubią mieć twardą kontrolę nad różem, może się nie sprawdzić. Ja jednak uwielbiam jak coś jest lekkie i łatwo się blednuje, ponieważ nie przepadam za upiornie mocnym makijażem, wszystko subtelnie i z umiarem. Ten produkt właśnie taki jest, choć pigmentacja jest bardzo mocna, można położyć tylko jedną warstwę różu dla bardzo delikatnego, dziewczęcego efektu. Jego rozprowadzanie jest bardzo proste, ja robię to za pomocą opuszków palców. Tak, tak lubię mieć wszystko umaziane po łokcie w kolorówce. Oczywiście możecie rozprowadzać róż pędzlem lub gąbką, dowolność w tym temacie jest ogromna. Jeśli chodzi natomiast o trwałość, to nie mam jej nic do zarzucenia, nie jestem typem poprawiającym regularnie makijaż, po prostu robię go przed wyjściem i tyle. Ostatnio często noszę kominiarkę (pssst spokojnie to taka pod kask motocyklowy) i muszę przyznać, że to świetny wyznacznik jakości produktów do makijażu. Róż jest niesamowicie trwały, zakładanie jej i zdejmowanie gonie wyciera, produkt świetnie zastyga i trzyma się buzi a nie materiału, a te z Was co bywają w kaskach wiedzą jak trudno o taki kosmetyk. Dlatego chętnie polecam ten róż, chociażby dla wypróbowania czegoś sroczo pięknego!


PS: tak wiem, wygląda jak błyszczyk do ust!

/Em
Copyright © LittleThingWorld , Blogger